poniedziałek, 21 sierpnia 2017

KONIEC!

Cześć! 

W końcu zebrałam się do tego, by opublikować tego posta. W sumie to czekałam również, aby dać sobie czas na przemyślenie wszystkiego i by nie zarzucić sobie samej, że podjęłam zbyt pochopną decyzję.

Już pewnie domyślacie się, co chcę oznajmić... Tak, wbrew temu, co powtarzałam, nie dam rady teraz dokończyć tego opowiadania. Dla siebie samej zapewne je dokończę kiedyś tam.

Okropnie zaniedbałam ten blogowy światek. Rzadko coś publikowała,. nie było mnie u Was i nie jestem pewna czy uporałabym się teraz z wszystkimi zaległościami.... Nie potrafię się już tutaj odnaleźć.

Dlatego chciałam oznajmić, że więcej postów nie będzie i ja sama także znikam. Za jakiś może nawet usunę tego bloga, jak i inne, na których wcześniej publikowałam. 

Z całego serca pragnę podziękować Wam wszystkim, którzy ze mną byliście. Dziękuję za obecność, za wyświetlenia, komentarze, a także za zaproszenia na Wasze blogi. Miałam bowiem okazję do przeczytania wielu świetnych opowiadań. 

Dziękuję!

Żegnam się teraz, ale to nie oznacza, że już nigdy tutaj nie powrócę. Kto to może wiedzieć, co mi kiedyś tam strzeli do głowy ;)

Pozdrawiam serdecznie! 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Informacja

Cześć!

Od dłuższego czasu nie pojawił się tutaj żaden post. Ostatni rozdział nie był najlepszy, a i dziś nie przychodzę z rozdziałem, a jedynie z informacją, gdyż nie udało mi się dokończyć pisania rozdziału. Zauważyłyście też pewnie, że od jakiegoś czasu nie ma mnie nawet u Was :(
Obecnie wyjeżdżam na jakiś czas i... nie wiem, kiedy będę mogła coś tutaj dodać, pewnie dopiero po powrocie... O ile będę miała się tu z czym pojawić :(
Cóż, muszę sobie przemyśleć pewne sprawy i zastanowić się czy będę tu coś jeszcze publikować. 
Wiem, wiem, jeśli odejdę, zrobię to, co denerwowało mnie u innych :/:/:/ 

No nic, Wam życzę udanych wakacji :) A tym, które piszą - dużo, dużo weny :)

Pozdrawiam! 

poniedziałek, 1 maja 2017

14. Może czas zacząć myśleć o sobie?

Po wyjściu od Mathiasa Natalia przedstawiła całą sytuację Danielowi, któremu należały się wyjaśnienia, skoro był już z nią w szpitalu i nie miał zamiaru tak zwyczajnie jej zostawić. Nie bardzo wiedziała, co i jak mu powiedzieć, więc nie wdawała się w szczegóły, których przecież tak do końca sama nie znała.
Natalia uznała, że nie ma powodu, aby dłużej siedziała w szpitalu, bo jej obecność nie była potrzebna. Widziała się z Mathiasem i lepiej będzie, jeśli odwiedzi go kiedy indziej, zresztą jego stan nie był taki zły, oczywiście stan fizyczny, bo z psychiką nie było tak dobrze. Miała zwrócić się właśnie do cioci z pytaniem, czy ona z wujkiem nie wybierają się już do domu, bo pojechałaby razem z nimi, ale zmieniła zdanie, widząc, że nie powinna się teraz wtrącać, a nawet zbliżać.
Wujek Alan był wyraźnie zły na ciocię, a Natalia słyszała, o czym mówił.
– Mogłaś mu jeszcze zacząć bić brawo i pogłaskać po główce. I powiedzieć, że jesteś ogromnie dumna, bo ja odnoszę wrażenie, że jesteś dumna.
– O czym ty mówisz? – spytała ciocia.
– Nie wmawiaj mi, że nie wiesz. Zaczynam myśleć już, że Matt jest taki przez twoje wychowanie. Zawsze byłaś na każde jego zawołanie, na wszystko mu pozwalałaś i nieba byś mu przychyliła. Myślisz, że to było takie dobre?
– A myślisz, że twój chłód, wręcz surowość, pomogły? Wyskakujesz teraz z takimi zarzutami… Czy to jest odpowiedni moment? Wiem, że Matt zrobił źle i wcale nie mam zamiaru udawać, że nic się nie stało, ale miałam tam teraz zrobić mu awanturę, kiedy leży w szpitalu, ledwo świadomy, co się stało? Na to jeszcze przyjdzie czas…
Natalia czuła się tak, jakby podsłuchiwała całą rozmowę, a wcale tak nie było. Po prostu stała niedaleko i wszystko było słychać, ale nie chciała się wtrącać. Skierowała się do Daniela, który odsunął się na bok, nie chcąc pewnie czuć się jak intruz w tej całej aferze rodzinnej.
– Chcesz pewnie jechać do domu, co? – spytał, zanim Natalia zdążyła otworzyć usta.
– Tak, chyba moja obecność nie jest tu potrzebna. Myślałam, że zabiorę się z wujostwem, ale…
– Wiem, słyszę.
– No właśnie…
– Odwiozę cię – powiedział Daniel. – Przecież to ze mną tutaj przyjechałaś i to ze mną miałaś spędzić to popołudnie.
– Strasznie cię za to przepraszam, nasze spotkanie trochę się nie udało. Ale… Wiesz co?

Boże, co ja robię! Chyba całkiem oszalałam, pakuję się w jakieś gówno. Tak, na pewno. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakiś mój wybór okazał się dobry, ale… kiedyś trzeba podjąć ryzyko.

– Tak?
– Możemy to powtórzyć, choćby jutro, jeśli tylko nie masz ważniejszych spraw na głowie – zaproponowała Natalia.
– Z chęcią. Szczerze, sam miałem pytać cię o to samo, ale było mi trochę głupio, że w takich okolicznościach mam w głowie takie nieistotne sprawy.
– Nieistotne? Ja tak nie sądzę – powiedziała Natalia. – Idziemy stąd? Jakoś nie przepadam za szpitalami.
– Jak każdy chyba.
– Pewnie tak – odparła, bo jak miała mu wytłumaczyć, że szpital kojarzy jej się z ostatnim w nim pobycie i z głupotą, której się dopuściła?
Niestety, kiedy Daniel odwoził Natalię, rozmowa już się nie kleiła, lecz dziewczyna nie była tym zasmucona. Milczenie między nimi nie było w tym momencie dla niej przytłaczające.
– Czyli… widzimy się jutro? – spytał Daniel, zanim dziewczyna opuściła jego samochód.
– No dobrze, może być o tej samej porze co wczoraj.
– Ok, w takim razie do zobaczenia. – Uśmiechnął się na pożegnanie.
 Natalia pomachała mu i weszła do pustego domu. Poczuła się zupełnie sama. Znowu. Niby cały czas coś się działo, ale nie mogła pomóc, nie mogła zrobić nic. Wszystko toczyło się tak, jakby stała z boku i tylko się przyglądała. A co z nią samą? Nadal miała poczucie, że stoi w miejscu, choć przecież nie tak dawno temu myślała, że coś się zmienia…
Nadzieją, a może bardziej przerażeniem napawała ją relacja z Danielem. Z jednej strony cieszyła się, że może wyjść z tego coś dobrego, ale jednocześnie bała się, że tylko się zawiedzie, rozczaruje, zostanie zraniona albo, co gorsze, sama zrani chłopaka, który nie wydawał się być zbyt pewny siebie. Nie chciała zniszczyć mu życia samą swoją obecnością w nim. A jednak umówiła się z nim ponownie i nie miała zamiaru zmienić zdania i zrezygnować ze spotkania.

Może wreszcie powinnam zacząć myśleć o sobie, a nie martwić się wiecznie innymi, skoro i tak nie mogę nic poradzić na to, co się wydarza w ich życiu. Nie potrafię pomóc, nie potrafię wpłynąć na innych, a to co złe, spotyka ich nawet wtedy, kiedy nie mam w tym swojego, choćby pośredniego udziału.

Jakiś czas później, kiedy Natalia schowała się już w swoim pokoju, pojawili się ciocia z wujkiem, ale nie słyszała, by nadal się kłócili. Właściwie żadne dźwięki nie docierały do niej na piętro, co też nie było takim dobrym sygnałem, gdyż sama nigdy nie znosiła, kiedy rodzice wcale się do siebie nie odzywali. To było chyba jeszcze gorsze niż kłótnie.
W tym momencie zatęskniła za domem, za swoim własnym pokojem, za swoim łóżkiem, w którym spędziła tyle bezsennych nocy, nawet za widokiem rodziców i za codzienną rutyną, bo przynajmniej wiedziała, czego mogła się spodziewać. Zatęskniła za swobodą, z jaką mogła funkcjonować w domu, w którym zazwyczaj nikogo nie było i nikt nie zwracał na nią uwagi. Tutaj też nie musiała się niczym krępować, lecz cały czas towarzyszyło jej uczucie, że nie jest u siebie.
Zmieniło się również jej postrzeganie rodziny Johannsenów. Zawsze byli dla niej wzorem i, mając w głowie wspomnienia z dzieciństwa, zawsze pragnęła, by jej rodzina była równie idealna, ale teraz… Teraz wiedziała już, że każda rodzina zmaga się z własnymi problemami i nigdzie nie jest kolorowo. Fakt, jej matka i ciocia Alicja, choć były siostrami, różniły się zupełnie, lecz każda miała też inne dzieci do wychowania, o innych charakterach i najwyraźniej obie popełniały błędy.
Właśnie! Popełniały błędy, jak każdy człowiek. Dla mnie to nie było nic niezwykłego. Po prostu były ludźmi. Natalia też była człowiekiem, miała prawo być zła, smutna, rozczarowana, mogła się bać, mogła tęsknić… I przede  wszystkim pragnęła kochać.
Dziewczyna, siedząc w swoim pokoju, spróbowała dodzwonić się do matki. Chciała choćby tylko usłyszeć jej głos, lecz poddała się po kilku próbach. Do taty nie chciała telefonować, mimo iż on pewnie bardziej ucieszyłby się na dźwięk jej głosu, ale przecież wiedziała, że na pewno był bardzo zajęty ratowaniem czyjegoś życia. Pozostał jej tylko brat, który, owszem, odebrał po dwóch sygnałach.
– Natka! – Wyraźnie się ucieszył.
– Cześć braciszku!
– Co tam słychać u ciebie? Zobaczymy się wkrótce?
– Planowałam wrócić pod koniec września, może za trzy tygodnie, ale… Może przylecę wcześniej?
– A to dlaczego? Znudziła ci się Norwegia, czy zatęskniłaś za domem? – dopytywał się Paweł.
– To drugie – odparła. – Mam wrażenie, że… Ciocia ma inne zmartwienia, niż niańczenie siostrzenicy. Mathias miał dziś wypadek, nic mu się nie stało, ale… Może nie powinnam ci o tym mówić… – Natalia zawahała się. Jeśli informacja o wypadku Mathiasa by się rozniosła, to może ciocia i wujek nie byliby tym zachwyceni.
– Przecież wiesz, że nikomu nie powiem – zachęcił ją Paweł.
– Matt ma problemy. Ostatnio nie był sobą, a nie wiem, jak długo to już trwało wcześniej. Wiesz, alkohol, panienki, złość… Może to nic nadzwyczajnego, ale pójście do pracy na totalnym kacu było przesadą, zwłaszcza jeśli pracuje się jako kierowca. Miał alkohol we krwi, kiedy spowodował ten wypadek… Przepraszam, chyba mówię zbyt chaotycznie…
– W porządku. Ogarniam.
Na chwilę zapadła między nimi cisza.
– Jesteś tam? – spytała Natalia.
– Tak, tak. Zastanawiam się tylko. Pewnie Matta będą teraz czekać konsekwencje.
– I będzie potrzebował pomocy… Lepiej mi powiedz co u ciebie. Co u was? – Natalia postanowiła zmienić temat.
– Wszystko dobrze, cieszę się, że zostanę ojcem, ale Emilka źle znosi ciążę. Nie najlepiej się czuje, prosiłem ją nawet, żeby zrezygnowała z pracy w salonie, ale ona się upiera. Nie chce przebywać sama w mieszkaniu, kiedy mnie nie ma, a teraz, kiedy rozpoczął się rok szkolny, ciągle jestem nieobecny.
– A co o jej stanie mówią lekarze?
– Nie ma powodów do obaw. Tak nam powtarzają, ale ja nie umiem tak po prostu przestać się martwić.
– Ale tak poza tym, układa wam się?
– Co ty, pytasz mnie czy nie żałuję, że się ożeniłem? – spytał żartobliwie Paweł.
– Jak mówisz to tak lekko to mam rozumieć, że nie żałujesz? – zaśmiała się.
– Nie.
– Masz może zamiar wychodzić za mąż, że zadajesz takie pytania?
– Oj, to mi nie grozi – odparła lekko.
– Dzwoniłaś do rodziców?
– Próbowałam. Do mamy, ale nie odbierała. Wiesz co u nich?
– Nie będę się usprawiedliwiał, ale ostatnio rzadko się z nimi kontaktuję i nie odwiedzam ich prawie wcale – powiedział smutno Paweł.
– Nie musisz się tłumaczyć. Masz swoje życie. Po prostu. – Natalia nie miała zamiaru go osądzać. – Boże, zawracam ci tylko głowę. Kończę już. Pozdrów Emilkę.
– Pozdrowię. Do usłyszenia, a może do zobaczenia.
– Pa.
Natalia rozłączyła się i rzuciła telefon na łóżko. Sama też się położyła. Po rozmowie z bratem poczuła się jakoś tak… bliżej domu.
Nie jadła kolacji, ale nie była głodna i nie chciało jej się schodzić na dół. Zwinęła się w kłębek i rozmyślała o powtórnym spotkaniu z Danielem.

Nie chcę, żeby było sztywnie. Mogłabym z nim rozmawiać o wszystkim, ale nie potrafię tak naturalnie zagaić. Chciałabym, żeby zrobił coś, cokolwiek, co pozwoliłoby mi sądzić, że mu zależy na znajomości ze mną. Boję się, że marnuję czas…
Chwila! Przecież to nie jest marnowanie czasu! Jak mogę tak myśleć? Lepsze to niż siedzenie całymi dniami w czterech ścianach i użalanie się nad sobą.

Następnego dnia, szykując się na spotkanie z Danielem, Natalia nie czuła, że to strata czasu. Nie zamierzała przesadnie się stroić, ale chciała wyglądać ładnie. Włożyła czarne, obcisłe spodnie, do nich kwiecistą luźną bluzkę z lejącego materiału. Włosy upięła w niedbały kok i podkreśliła oczy, rysując cienką kreskę na górnej powiece i mocno tuszując rzęsy. Usta pokryła tylko ochronną pomadką nienadającą koloru. Przed wyjściem założyła czarne botki i zarzuciła na siebie płaszcz, bo tego wymagała pogoda – wiało i padało.
Daniel spóźnił się dosłownie kilka minut, ale i tak bardzo przepraszał Natalię, kiedy tylko otworzyła mu drzwi.
– Długo czekasz? – dopytywał się.
– Nie, zarzuciłam płaszcz, kiedy widziałam, że podjeżdżasz – odparła.
– Naprawdę nie chciałem się spóźnić. A… – Zza pleców wyjął czerwoną różę. – To dla ciebie.
– Dziękuję, ale nie trzeba było. – Natalia czuła, że oblewa się rumieńcem.
– Wczoraj nie miałem nic dla ciebie, ale skoro dostałem drugą szansę, postanowiłem się poprawić.
– Poczekaj, wstawię ją do wody.
Natalia pobiegła na górę, przeskakując po dwa stopnie. Wzięła z pokoju odpowiednie naczynie, napełniła wodą w łazience i włożyła do niego różę. Ustawiła flakonik tuż przy swoim łóżku. Nie chciała zostawiać kwiatka na dole, żeby zauważył go ktoś niepowołany i miał powód do niezręcznych pytań.
– Możemy iść – powiedziała, zbiegając na dół.
Tym razem pojechali w zupełnie inne miejsce, i choć przewijało się przez nie całe mnóstwo ludzi i panował harmider, Natalia czuła się tam o wiele lepiej, niż w przytulnej kawiarence. Wszyscy klienci byli zaaferowani i zbyt zajęci sobą, by zwracać na nich uwagi, przynajmniej w jej odczuciu.
Zamówili z Danielem kawę i oczywiście coś słodkiego, z tym, że chłopak namówił ją do zjedzenia zdecydowanie większego kawałka niż był wybrany przez niego, gdyż sam wymawiał się dietą. Natalia nie mogła z nim negocjować i zachęcać do dotrzymania jej towarzystwa podczas objadania się, bo dobrze wiedziała, że rzekoma dieta nie była jego wymysłem, lecz wręcz przymusem wiążącym się z uprawianym przez niego sportem.
Rozmawiali po trochu na różne tematy, Daniel wypytywał Natalię jak wygląda jej życie codzienne w domu, sam opowiadał trochę o rzeczywistości związanej z byciem sportowcem, wymienili też kilka zdań o Mathiasie. Dziewczyna spytała go jeszcze raz, czy naprawdę będzie mógł oddać jednego kotka pani Elsie, bo miała zamiar się do niej wybrać i wypadałoby wreszcie zapytać ją o zdanie, a nie chciała jej robić fałszywej nadziei, gdyby Daniel nagle zmienił zdanie. Ten jednak nie miał zamiaru wycofywać się ze swojego pomysłu.
Wspólnie spędzany czas mijał im bardzo szybko i nawet nie zauważyli, kiedy za oknami zrobiło się zupełnie ciemno, choć pora nie była jeszcze taka późna.
– Chyba się zasiedzieliśmy. Powinnam wracać do domu, bo być może ciocia się martwi, gdzie się podziewam – powiedziała w końcu Natalia, zerkając na zegarek.
– Nie powiedziałaś w domu, że wychodzisz?
– Jakoś nie było okazji. Wiem, wiem, powinnam powiedzieć, ale ciocia i wujek pewnie nawet nie zauważą mojej nieobecności. Wieczorem mieli jechać do szpitala do Mathiasa, bo być może jutro dostanie wypis. Jak coś to przecież zawsze mogą do mnie dzwonić.
– A ty byłaś dziś u kuzyna? Bo nawet nie zapytałem.
– Nie, nie byłam. Podobno wciąż nie chce nikogo przyjmować, ale zobaczymy się, kiedy wyjdzie, a jeśli jutro nie wróci do domu, to go odwiedzę – odparła.
– Ale wiesz, ja nie pytam po to, byś mi się tłumaczyła. Nie chcę cię krytykować za to, że… nie wiem, nie interesujesz się losem kuzyna, czy coś… – Daniel dziwnie zareagował na jej słowa.
– Daniel, ja nie odebrałam w ten sposób twojego pytania, wierz mi. Chyba źle zrozumiałeś moją reakcję.
– Przepraszam, wydawało mi się…
– W porządku – powiedziała Natalia, żeby Daniel nie musiał się jej tłumaczyć i czuć skrępowany, bo nie miał powodu.
– To odwiozę cię do domu.
Natalia skinęła głową. Zanim wyszli, to Daniel jeszcze uregulował rachunek, choć Natalia protestowała, kiedy płacił też jej część. Nie musiał tego robić, ale i tak uparł się i postawił na swoim, tłumacząc, że to on ją zapraszał. Natalia miała ochotę w tym momencie znów zaprotestować, ale czuła, że i tak nic tym nie wskóra.
– Następnym razem więc ja zapłacę – powiedziała z uporem, kiedy już siedzieli w samochodzie.
– O, to będzie jakiś następny raz?
Pytanie Daniela wprowadziło ją w stan zakłopotania, bo tak tylko palnęła bez zastanowienia, a teraz musiała się wytłumaczyć, choć czy naprawdę nie chciałaby powtórzyć takiego spotkania z Danielem? Takiego czy innego? Przecież chciała i musiała przestać udawać, że było inaczej.
– A czemu nie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Ja nie mam nic przeciwko.
– Właściwie to ja też… Nawet chętnie bym się jeszcze z tobą spotkał, zanim stąd wyjedziesz.
– To umówimy się jeszcze kiedyś. To znaczy… na spotkanie, bo teraz… – Natalia nie chciała, by zabrzmiało to tak, jakby chciała umówić się z Danielem na randkę. Bała się, że go wystraszy i znów zapanuje między nimi to ciągle powracające zakłopotanie.
– Dobrze, dobrze.
Daniel był już prawie na miejscu i kiedy wjechał na podjazd Johannsenów, Natalia rzuciła mu tylko krótkie słowo na pożegnanie. Wysiadła i skierowała się do drzwi. Zanim weszła, obejrzała się za siebie i uśmiechnęła się na widok Daniela machającego jej ręką na pożegnanie. Poczuła, że serce odrobinę przyspieszyło rytm, choć sama nie miała na to żadnego wpływu. Nie mogła pozostać dłużna, więc odpowiedziała chłopakowi tym samym, krótkim gestem i zniknęła za drzwiami. Dopiero wtedy usłyszała odgłos odjeżdżającego samochodu.
Usta ponownie rozjechały jej się w uśmiechu.. Spędziła miłe popołudnie z Danielem i na pewno nie żałowała, że się z nim ponownie spotkała w takiej bardziej oficjalnej formie. Nie chciała robić sobie nadziei na coś więcej, co mogłoby zaistnieć pomiędzy nimi, ale nie była w stanie wypchnąć zupełnie myśli o tym ze swojego umysłu. Bała się, ale w końcu musiała się wziąć za siebie i zacząć z tym walczyć, nauczyć się kochać, nauczyć się żyć.







Śmieję się jak głupia z byle czego,
by za chwilę patrzeć tępo przed siebie
ze łzami w oczach.
Co Ty ze mną zrobiłeś?!
Poruszyłeś moje serce
– drgnęło.
Niestety, rozum nie pozwala myśleć,
że mamy szansę:
Ty i ja.
Toczę wewnętrzną walkę.


Boję się, że mogę coś poczuć.
Boję się szybszego bicia serca.
Czy ja potrafię kochać?
Czy ja w ogóle potrafię żyć?


♦♦♦
Cześć!!!
Witam po tak długiej przerwie!
Jest tutaj ktoś jeszcze w ogóle?
Bardzo Was przepraszam, że tyle zbierałam się z napisaniem nowego rozdziału i z jego opublikowaniem… A czas uciekał. I tak oto jest już maj :/
Muszę się w końcu wziąć do pracy, bo cały pomysł na to opowiadanie mi się rozmyje.
Trzymajcie za mnie kciuki, a ja też będę trzymać kciuki – za tegoroczne maturzystki, bo bardzo prawdopodobne, że są tu pośród Was J Na pewno dobrze Wam pójdzie.

Już nawet nie chcę pytać o wrażenia i opinie na temat powyższego rozdziału, bo wydaje mi się, że to jakaś totalna klapa. Jeśli ktoś ma ochotę, to niech przedstawi mi jakieś swoje pomysły na to opowiadanie i jakieś rady, bo nie chcę, żeby wyszła z tego jakaś poplątana historia, której nie da się przeczytać i zrozumieć.

Pozdrawiam!



poniedziałek, 13 lutego 2017

13. Kiedy jest źle, zawsze może być lepiej... albo jeszcze gorzej

Dostarczenie wszystkich przesyłek i paczek przed czasem oznaczało wcześniejszy koniec pracy. Mathias był z tego powodu bardzo zadowolony. Wciąż jeszcze nie przywykł do codziennej pracy, która wbrew pozorom nie była ani lekka, ani łatwa. Nieraz błądził po mało uczęszczanych dróżkach i oddalonych od miasta miejscowościach.
Tego dnia więc postanowił od razu jechać do domu i się zdrzemnąć. Zaskoczony, że klamka u drzwi wejściowych nie ustąpiła pod naciskiem jego dłoni, zaczął szukać kluczy po kieszeniach.

Czyżby nikogo nie było w domu? Nawet Natalii?

Już miał otworzyć drzwi, gdyż wreszcie znalazł klucze, kiedy za swoimi plecami usłyszał warkot silnika. Odwrócił się  i spostrzegł, że na podwórko wjeżdża samochód i to dobrze mu znany.
Powinien się ucieszyć na widok kumpla, ale kiedy ten żwawo wyskoczył z auta, obdarował go tylko niewyraźnym, wymuszonym grymasem.
– Robert? Co ty tu robisz? – spytał, nie przejmując się wcale, że mogło to zabrzmieć niegrzecznie. Dawno już zapomniał o zasadach dobrego wychowania, które wpajała mu matka, zresztą wobec tego właśnie znajomego nie miał zamiaru nawet silić się na uprzejmości.
– Mati, co się z tobą stało? Nie cieszysz się na mój widok? – oburzył się tamten.
– No… Nie spodziewałem się ciebie zobaczyć, a już zwłaszcza tutaj…
– A bo ty chyba w ogóle o mnie zapomniałeś. – Zbliżył się do Mathiasa. – O tym, że masz u mnie dług też zdajesz się nie pamiętać, co?
– Ja wiem… Wiem. Pracuję i kiedy tylko się odkuję…. – zaczął się tłumaczyć Mathias.
– Spokojnie, Matt. – Robert poklepał go po ramieniu. – Jakiś spięty jesteś. Hm… mam wrażenie, że po prostu mnie unikałeś. Ostatnio jak tu byłem, jakaś laska, całkiem niczego sobie, prawie mnie przegoniła.
– Czekaj, czekaj! – Do Mathiasa powoli docierał sens słów wypowiadanych przez Roberta. – Byłeś tutaj już?

Co ten koleś, kurwa, ode mnie chce? Od kiedy to tak się mną interesuje? No dobra, jesteśmy kumplami, ale takimi… od picia. Czyżby zatęsknił za moim towarzystwem?
A może mi zazdrości? Tak, na pewno! Nie może znieść myśli, że nie jestem już taki jak on…

– No wiesz, chciałem się z tobą spotkać. Jak zawsze. Nie mów, że już zapomniałeś. Może dziś wyskoczymy na piwko? – zaproponował.
Mathias od razu zapomniał o tym, co wcześniej przyszło mu do głowy. Perspektywa wspólnego wypadu wydała mu się niezwykle kusząca. Już tak dawno nigdzie nie był. Dziś mógł sobie odrobinę pofolgować. Choćby w nagrodę za szybko i dobrze wykonaną robotę.
– W sumie… Czemu nie? – wzruszył ramionami.
Wsiedli razem do samochodu i odjechali sprzed domu. Nie ujechali jednak daleko, kiedy Mathias spostrzegł coś, co zupełnie wytrąciło go z równowagi.
Na poboczu stali sobie Natalia i Daniel. Tak po prostu, Mathias obdarzył ich wściekłym spojrzeniem i od razu wiedział, że Natalia go zauważyła i rozpoznała. Wydała mu się smutna, ale nie miał zamiaru sobie tym zaprzątać głowy. Zaślepiony złością i zazdrością widział tylko to, co chciał widzieć, a mianowicie dziewczynę, której nie mógł mieć, a przy której kręcił się facet i on nic nie mógł z tym zrobić. 
Mathias poczuł wdzięczność wobec Roberta, który nagle okazał się być dla niego wybawieniem. Nie zniósłby obecności Natalii i Daniela w pobliżu siebie, nawet gdyby dzieliły ich ściany domu, gdyż zakładał, że właśnie w kierunku ich domu zmierzali. Po prostu nie chciał ich widzieć razem. Dobrze, że dał się namówić na wyjście. Przynajmniej będzie mógł się napić i odreagować, co bardzo mu się przyda.
W lokalu, do którego się udali, nie było jeszcze zbyt wielu klientów, co wynikało zapewne ze zbyt wczesnej pory. Zasiedli z Robertem przy barze i niewiele rozmawiając, zamawiali i wypijali kolejne kufle piwa.
Głośna muzyka dudniła w coraz bardziej zamroczonej alkoholem głowie Mathiasa. Poczuł się bardzo zmęczony, dlatego też nie ucieszył się, kiedy niedaleko niego usiadła wysoka, szczupła blondynka, a do tego jeszcze skąpo ubrana. Wysyłała chłopakowi wyraźne sygnały, że jest zainteresowana jego osobą, a więc Mathias postawił jej drinka.
Ta, jakby tylko na to czekała, zaczęła jeszcze bardziej chichotać, poprawiać włosy i pochylać się w jego kierunku tak, by niby przypadkiem pokazywać jak najwięcej i kierować uwagę chłopaka na swoje walory. Niestety Mathias nie reagował w taki sposób, jakiego się spodziewała i wkrótce sam zauważył rozczarowanie malujące się na twarzy blondynki. Cóż, od początku rozmowy nie zapytał jej nawet o imię, choć nie był tego tak do końca pewien, gdyż niewiele  był w stanie zarejestrować, co się wokół niego działo i jeszcze to zapamiętać.
– Matt, ty gamoniu! Odpuszczasz takiej lasce? – Robert szturchnął go w ramię.
– Odczep się – zareagował agresywniej niż tego chciał. – Jak ci się podoba, to ją bierz, bo nie mam ochoty – dodał.
Robertowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Od razu przysunął się bliżej dziewczyny i zaczął z nią flirtować.
Mathias nie miał ochoty na to patrzeć. Wstał i chwiejnym krokiem udał się do toalety, gdzie u przypadkowego mężczyzny wyprosił papierosa. Natychmiast go zapalił i głęboko się zaciągnął. Czując spokój, który powoli rozpływał się po jego ciele, przypomniał sobie moment, kiedy pierwszy raz miał do czynienia z papierosem i jak wtedy bardzo się zakrztusił drażniącym dymem, że aż zwymiotował.
Zaśmiał się głośno, lecz po chwili jego śmiech zaczął pobrzmiewać coraz bardziej gorzko, aż przerodził się w ciężkie westchnienie.

Gdzie podział się tamten „ja”? W jaki sposób stałem się tym, kim jestem teraz? Czy zawsze właśnie taki chciałem być?
Nie! Nie! Nie!
Nie chciałbym być znów tym cieniasem, gamoniem, fajtłapą… Ale popadłem ze skrajności w skrajność. Stałem się… zły, bo nie umiem tego inaczej nazwać.

Mathias ze złością zgasił niedopalonego papierosa, mnąc go w palcach i wrzucił do muszli w toalecie. Opuścił łazienkę, nie przejmując się tym, że zadymił pół pomieszczenia, w którym najwyraźniej nie było żadnych czujników, bo już uruchomiłby się alarm przeciwpożarowy.
Chciał przestać myśleć, bo wszystko, co przychodziło mu do głowy, sprawiało, że czuł się jeszcze gorzej i tak nic z tego nie wynikało. Sprawdził stan swojego portfela i ucieszony, że nie wydał wszystkiego, na powrót skierował się do baru. Tym razem poprosił o coś mocniejszego.
Nie pamiętał jakim sposobem znalazł się w domu, ale jakimś cudem musiał dotrzeć do swojego łóżka, bo właśnie w nim się obudził po usłyszeniu głośnego budzika. Przeraźliwy dźwięk spotęgował i tak ogromny ból głowy, niemalże rozsadzający mu głowę. Wyłączył urządzenie, plując sobie w brodę, że też zapomniał wyłączyć go przed pójściem spać, kiedy to uzmysłowił sobie, że przecież musi iść do pracy.
Wstał więc i poszedł wziąć lodowaty prysznic, by zmyć z siebie skutki wczorajszej imprezy. Nie zastanawiając się zbyt wiele nad tym, że może powinien wziąć sobie dzień wolnego – poszedł do pracy.
Nie czuł się najlepiej, robiąc kolejny kurs i modlił się tylko o to, by ten dzień jak najszybciej się skończył. Mathias mógłby wtedy wrócić do łóżka, zamknąć znużone oczy…

Nie, teraz nie mogę zamykać oczów!

Senność coraz bardziej go ogarniała. Nie pomagało włączenie radia, przewietrzenie samochodu, czy poklepywanie się po twarzy.
Ostatnim, co zarejestrował Mathias, był nadjeżdżając z naprzeciwka samochód osobowy.

Dlaczego jedzie wprost na mnie?!!!

Spróbował ominąć auto, skręcając gwałtownie kierownicą, lecz wtedy...


Tak ja się umówili, Daniel przyjechał po Natalię o piętnastej. Dziewczyna stała już od jakiegoś czasu w oknie w oczekiwaniu na jego przybycie.
Gdy tylko się pojawił, zarzuciła na siebie kurtkę i wsunęła stopy w buty i pobiegła do samochodu. Wcześniej zostawiła na stole karteczkę dla cioci z informacją, że wyszła i może jej nie być przez jakiś czas.
– Cześć – przywitała się z Danielem.
Uśmiechnął się i wycofał samochód z podjazdu, lecz zamiast jechać dalej, zatrzymał się na poboczu.
– Ładnie wyglądasz – powiedział do Natalii po wcześniejszym przyjrzeniu się jej.
– No tak… – Zacisnęła wargi i spuściła wzrok. – W porównaniu z tym, jak wyglądałam podczas naszych poprzednich spotkań, pewnie masz rację. – Spojrzała kątem oka na Daniela.
– Co? Ty zawsze wyglądałaś ładnie. – Zmarszczył czoło. – Chyba źle się wyraziłem – zmieszał się. – Chciałem tylko być miły, ale coś nie wyszło…
– Nie, nie. To było miłe, nawet jeśli to nieprawda – odparła Natalia.
– Co jest nieprawdą? – Daniel zwrócił uwagę na to, co powiedziała.
– To, że jestem ładna.
Daniel oparł się na kierownicy i zwrócił się w stronę Natalii. Dziwie poczuła się pod jego uważnym spojrzeniem.
– Ty mówisz to poważnie, czy po prostu się wygłupiasz, a może ze mnie robisz durnia? – spytał, ale w taki sposób, jakby wcale nie chciał wypowiedzieć tych słów, ale był do tego zmuszony.
– Co?! Myślisz, że odgrywam przed tobą jakieś przedstawienie? Nie! Naprawdę nie uważam się za piękność. Właściwie dlaczego rozmawiamy o moim wyglądzie? Czy właściwie – o czym my rozmawiamy? Lepiej już jedźmy. – Natalia chciała, by po prostu udali się na tę kawę i nie wdawali  się w dziwne dyskusje.
Polubiła Daniela, ale nie wiedziała jakie on ma wobec niej zamiary, więc cały czas czuła się niepewnie, choć nie zamierzała nikogo przed nim udawać i starała się być… sobą.

Pewnie zdenerwowałam go tym, że jak większość dziewczyn udaję, że nie czuję się wystarczająco ładna, by inni powtarzali mi, że jestem piękna. Tylko że ja nie udaję i wcale nie chcę, by ktokolwiek mi coś wmawiał. Po co mi to? Tylko jak ja mam o tym z nim rozmawiać i jak wytłumaczyć?
Nie wiem, może mam udawać nadmiernie pewną siebie?

– Dobrze, jedźmy – powiedział Daniel.
Po drodze Natalia zastanawiała się, co działo się w głowie chłopaka. Co sobie o niej myślał? Czy uważał ją za idiotkę? A tam! Przecież i tak jej nie zależało.
Kiedy zasiedli naprzeciwko siebie w przytulnej kawiarence, dziewczyna doszła do wniosku, że mimo iż miejsce to miało bardzo przyjemną atmosferę i zdecydowanie nie było tłoczne, nie czuła się dobrze będąc z Danielem w miejscu publicznym. Nikt się na nich nie gapił, lecz wiedziała, że wszyscy tutaj znali Daniela i odczuwała to tak, jakby cały czas byli pod odstrzałem.
– Mam wrażenie, że jesteś bardzo skrępowana – powiedział Daniel, kiedy kelnerka postawiła przed nimi filiżanki z gorącą kawą i talerzyki z ciastem. – Mam nadzieję, że to nie przez to, co było wcześniej, w samochodzie…
– Coś ty! Już o tamtym zapomniałam – odparła, nie do końca będąc z nim szczera.
– Więc co się dzieje? – drążył temat.
– Nic – wzruszyła ramionami.
– Przy mnie możesz czuć się swobodnie – zapewnił.
– Zapamiętam sobie to – uśmiechnęła się do niego.
– Opowiedz mi coś o sobie – zaproponował Daniel, biorąc łyk kawy. – Cholera, jakie gorące. – Wzdrygnął się. – Przepraszam – zmieszał się.
– Nic nie szkodzi – rzuciła Natalia. – Co chciałbyś o mnie wiedzieć? – odniosła się do jego prośby.
– Wszystko – powiedział stanowczo i bez zastanowienia.
– Yhm… Czyli? To nie jest takie łatwe.
– To na przykład… Masz rodzeństwo?
– A mam. Starszego o pięć lat brata, Pawła. Jest nauczycielem wychowania fizycznego i pracuje w szkole. Na początku lipca ożenił się i bawiłam się na jego weselu, choć… niezbyt dobrze – zaczęła Natalia. Nawet nie najgorzej przychodziło jej mówienie o innych. Gorzej będzie jej mówić o sobie.
– Nie lubisz wesel? – spytał Daniel.
– Skąd taki sąd?
– Mówiłaś, że nie bawiłaś się dobrze…
– Nie wiem już sama, czy lubię, czy nie lubię. Nie mam dobrych doświadczeń. A nie bawiłam się dobrze, bo… – zawahała się. Nie chciała się wywnętrzać przed Danielem. Miała mu tak po prostu o wszystkim opowiedzieć?
– Jeśli nie chcesz, to nie mów – Daniel wyczuł zawahanie Natalii . Dziewczyna uważała jednak, że skoro temat został poruszony, to nie powinna uciekać od tego, co krępujące. Dość z tym!
– To głupie i pewnie pomyślisz, że jestem idiotką, ale było mi bardzo źle z tym, że musiałam pójść sama na tę uroczystość. Nie wiem jak tutaj – w Norwegii, ale u nas prawie każda dziewczyna ma jakiegokolwiek partnera. Dosłownie – jakiegokolwiek, byle z kimś iść. Ja kompletnie nie miałam kogo zaprosić. I jeszcze złapałam welon… Ja wiem, że to tylko zabawa i może nawet powinnam się cieszyć… Ale potem żaden facet nie chciał złapać krawatu… A kiedy zrobił to Matt, z litości, kazali nam się pocałować. Co za porażka! – Natalia spuściła głowę ze wstydu. Nie chciała widzieć, jak Daniel podśmiewa się z niej skrycie, ale w gruncie rzeczy poczuła lekką ulgę, że wyrzuciła to przed kimś, nawet jeśli miał ją zacząć źle oceniać.
Oczekiwała na reakcję chłopaka, ale wydawało jej się, że milczenie trwa zbyt długo.

Czyżby dławił się ze śmiechu?

Podniosła wzrok i spojrzała na niego. Siedział poważny i spoglądał na nią, wcale się nie śmiejąc.
– Przepraszam, że opowiadam ci takie bzdury.
– Wcale nie uważam, że to bzdury. Ktoś inny może wspominałby to jako coś zabawnego, a dla ciebie to było przykre i czułaś się upokorzona. Rozumiem to.
– Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi… Myślałam, że mnie wyśmiejesz.
– A mimo to mi powiedziałaś? – spytał Daniel.
– Hm… Chyba nie powinnam ukrywać tego, jaka jestem naprawdę. Raczej nie jest ze mnie łatwy człowiek, choć z drugiej strony… Może życie z innymi ludźmi nie jest takie trudne, tylko jeszcze o tym nie wiem? – Natalia mówiła na głos to, co pojawiło się w jej głowie. Jednak po chwili zorientowała się, że nie powinna pleść trzy po trzy głośno przy Danielu. – Bardzo cię przepraszam – szepnęła.
– Nie masz za co. Spotkałem się z tobą nie po to, żebyś udawała kogoś, kim nie jesteś i czuła się przy mnie skrępowana. Po prostu bądź sobą – powiedział.
Natalia była pod wrażeniem, choć nie potrafiłaby dobrze wyjaśnić, skąd brało się to uczucie. Może stąd, że powoli znikało zawstydzenie i mogła zauważać inne  rzeczy. Na przykład to, że Daniel mówił takie słowa, które wiele osób chciałoby usłyszeć, zachowywał się tak, jak mogła sobie tylko wymarzyć.

To wszystko wygląda tak, jakby nagle z nieba zjawił się jakiś mój cholerny ideał. Ale przecież ideały nie istnieją, więc co jest grane?
Hm… On chyba nawet jest przystojny… Czy ktoś mi podmienił oczy???

Dziewczyna wiedziała, że teraz jej kolej, żeby coś powiedzieć. To idealna szansa, żeby o coś zapytać Daniela, zanim on zada jej pytanie, które znów stanie się kłopotliwe, nie tylko dla niej samej. Już miała otworzyć usta, by spytać o początek przygody ze skokami, ale w jej torebce rozdzwonił się telefon. Szybko więc go wyciągnęła i odebrała połączenie, którego nadawcą była ciocia.
– Tak? – spytała.
Ciocia Alicja mówiła coś bardzo szybko, roztrzęsionym głosem. Natalia nie mogła zrozumieć zbyt wiele, ale dotarł do niej najważniejszy sens jej słów, a mianowicie, że z Mathiasem było źle i właśnie wraz z wujkiem są w szpitalu.
– Co się stało? – spytał zaniepokojony Daniel, kiedy dziewczyna skończyła rozmawiać przez telefon.
– Dzwoniła ciocia. Matt jest w szpitalu.
– Z jakiego powodu?
– Nie wiem, chyba jakiś wypadek…. Nie mogłam zrozumieć. Muszę się tam dostać.
Natalia wstała od stolika i ruszyła przed siebie do wyjścia, ale zaraz się zatrzymała, zdając sobie sprawę, że nawet nie wie jak ma się dostać do szpitala i gdzie on się znajduje. Odwróciła się w stronę Daniela.
– Zaczekaj, pojadę tam z tobą – powiedział chłopak.
Gdyby potrafiła, posłałaby mu uśmiech, ale w tym momencie nie było jej do śmiechu.
Daniel uregulował rachunek i po chwili mogli udać się do szpitala.
Na miejscu szybko odnaleźli rodzinę Natalii, ale nie dowiedzieli się zbyt wiele. Mathias miał wypadek w pracy. Najprawdopodobniej zasnął za kierownicą i… wpadł na drzewo. Jechał pod prąd i... w ostatniej chwili ocknął się i próbował ominąć jadący z naprzeciwka samochód. Na szczęście udało się i oprócz niego nikt nie ucierpiał. 
Badanie krwi wykazało jednak, że był pod wpływem alkoholu. To było niczym cios dla jego rodziców. Nie dość, że martwili się o jego stan po wypadku, to jeszcze nie mogli się doczekać, by móc z nim porozmawiać i poznać całą prawdę. Policjanci obecni na korytarzu najwyraźniej też na to czekali, by tylko spisać zeznania, ale Natalii przyszło do głowy, że cokolwiek Matt by powiedział, to sprawa była już przesądzona, a wszystko z powodu tych promili we krwi.
Daniel cały czas towarzyszył dziewczynie w oczekiwaniu na dokładniejsze informacje. Matt jednak na razie był poddawany badaniom.
Natalia miała wrażenie, że minęła cała wieczność, kiedy wreszcie ujrzeli Mathiasa wiezionego na wózku do sali. Spuścił wzrok na ich widok, a lekarz powstrzymał oczekujących na korytarzu rodzinę i policjantów przed rzuceniem się na niego. Przekazał, że Matt wyszedł z wypadku bez większego uszczerbku. Z badań wyniknęło, że żadne kości nie zostały złamane. Wykonano tylko szycia kilku głębszych ran. Jedynie istniało podejrzenie wstrząśnięcia mózgu, dlatego będzie musiał zostać w szpitalu na obserwacji. Obecnie może się z nim zobaczyć na chwilę tylko najbliższa rodzina.


Mathias ocknął się w karetce, która wiozła go do szpitala. Nie czuł bólu, choć pewnie dlatego, że zostały podane mu odpowiednie środki. Powoli przypominał sobie co się stało…
W szpitalu poddawano go kolejnym badaniom,  ale wcale nie czuł ulgi, że nie odniósł żadnych poważnych obrażeń. Z obojętnością zniósł szycie ran. Dopiero kiedy, wieziony na wózku do sali, znalazł się twarzą w twarz z rodziną, poczuł ogromny wstyd. Nie mógł im spojrzeć prosto w oczy, bo oni na pewno już znali całą prawdę o stanie, w jakim poszedł do pracy i prowadził samochód.
Ruszyli wprost do niego, lecz powstrzymał ich na chwilę lekarz. Szkoda, że tylko na moment. Nie uszło też jego uwadze że na korytarzu czekali również policjanci.

No tak, będę musiał odpowiedzieć za swoje czyny…
Boże, po co mi to było?
Jak to w ogóle możliwe, że… alkohol wciąż jest w mojej krwi?

Nie chciał się widzieć z rodzicami, ale co mogło mu dać odciąganie spotkania z nimi?
– Co się stało, Matt? Jak… Jak ty spowodowałeś ten wypadek­? Dziecko… – Matka patrzyła na Mathiasa z taką troską, a on nie mógł tego zrozumieć, że nie jest na niego wściekła.
– Mamo, to wszystko moja wina. Niepotrzebnie tu przychodziliście. Co ja wam mam powiedzieć? Że jestem skończonym idiotą i tylko sprawiam wam kłopoty i przynoszę wstyd?
Matka z ojcem spojrzeli na siebie i nic nie powiedzieli.
– Możecie zawołać tutaj Natalię? – spytał.
– Tak, oczywiście – odparła matka. – Matt, jesteś naszym synem, jak mogłoby nas tutaj nie być przy tobie? Każdy popełnia błędy… Nie odrzucimy cię, ot tak, z powodu… tego całego ambarasu – powiedziała jeszcze przed wyjściem i uścisnęła przegub jego dłoni.
Po chwili do sali weszła Natalia. Usiadła obok niego na krześle.
– Myślałem, że jestem już na dobrej drodze, że uporam się z tym. Sam. Zamiast być lepiej… jest coraz gorzej. Co ja teraz zrobię? – Matt mówił o swoim problemie z alkoholem, choć chyba nie był to jego jedyny problem.
– Dasz radę. Skoro wiesz, że sam nie jesteś w stanie tego pokonać, to już jest jakiś postęp/ Zauważyłeś to. Potrafisz się przyznać, że masz problem. Teraz powinieneś pozwolić sobie pomóc.
– Ale… To i tak zawsze będzie ze mną. Nie da się tego tak po prostu wymazać z pamięci, a to byłoby mi najbardziej potrzebne.
– Masz rację. To będzie z tobą zawsze i ty będziesz innym człowiekiem…
– Dlaczego to robisz?
– Co? – zdziwiła się Natalia.
– Wspierasz mnie. Starasz się zrozumieć… Nie zasłużyłem sobie na to. Matka też nie naskoczyła na mnie… Nie jestem wart takiego traktowania.
Natalia wzruszyła ramionami.
– Ja po prostu w ciebie wierzę. – Uśmiechnęła się. – Pamiętaj, że każdy ma za sobą coś, o czym chciałby zapomnieć.
Skinął głową na znak, że rozumie o co jej chodzi. Ona też była inna, też zrobiła coś, czego teraz żałuje…
– Dziękuję ci. To wiele dla mnie znaczy – powiedział.
– Chcesz jeszcze zobaczyć się z rodzicami? – spytała.
– Nie, dziś mam już dość. Chcę pobyć trochę sam.
Natalia pożegnała się więc z nim i wyszła. Został sam, gdyż lekarz nie pozwolił jeszcze policji na rozmowę z nim, choć to przecież i tak było nieuniknione.
Otumaniony lekami przeciwbólowymi i nadmiarem myśli, po prostu zasnął.







♦♦♦
Dziś trzynasty, więc pojawiam się z trzynastką, która nie jest zbyt szczęśliwa, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Choć Wy i tak sporo mi wybaczacie, zwłaszcza te moje spóźnienia i moją ostatnią (wcale nie taką znów krótką) nieobecność. No ale w sumie to nigdy niczego Wam nie obiecuję :/
Nie będę się tutaj zbytnio rozpisywała. Bo niby o czym? Po co? Nie chcę się tłumaczyć z mojej nieobecności (nie potrafię się tu wywnętrzać) i nie gwarantuję, że od teraz będę tu już regularnie dodawać rozdziały….

Serdecznie Was pozdrawiam i dziękuję za stałą obecność tym, którzy wciąż ze mną są <3